Pomknęły, bożym szałem porwane, i z bliska

Ujrzawszy na tej jodle siedzącego króla,

Straszliwie sobie tłum ich od razu pohula.

Nasamprzód były głazy w robocie: ze skały

Sterczącej naprzeciwko, kamienie rzucały

I kłody, i gałęzie. Inne w biedną głowę

Mierzyły tyrsosami, lecz i tyrsosowe

Ich pręty szły na chybę, albowiem na szczycie

Wysokim, o nie! wyższym, niż sam chciał, swe życie

Umieścił nieszczęśliwy ten mój pan! Bezradnie