Dotknąwszy się jej lica, jej matczynej skroni —

«To ja, Pentheus, syn twój, o matko rodzona,

Któregoś porodziła w domu Echiona!

Ulituj się nade mną i za moje grzechy

Synowskiej ty się, matko, nie zbawiaj pociechy!»

Lecz ona, wywracając oczy, tocząc pianę,

Straciwszy zdrowe zmysły, gdzie zmysły wskazane,

Bachanckim zdjęta szałem, ani go nie słucha.

Na piersiach mu stanąwszy i, ślepa i głucha,

Rozedrze mu łopatkę i, chwyciwszy ramię,