Że dotyka mych się członków, lecz nadzieja była czcza!

Byka dopadł przy korycie, gdzie przytroczyć mnie on chciał,

Jął kolana mi krępować i racice, jak na schwał!

Tchu mu zbrakło, sapał, zgrzytał, z ciała potu ciekł mu zdrój,

Wargi do krwi gryzł zębami! Nie wołałem doń: A stój!

Jenom cicho siedział przy nim, patrząc na to. W tenże czas

Przybył Bachus, wstrząsnął domem, ciężki mu wymierzył raz,

Z grobu matki swej wyrzucił płomienisty ognia słup!

I Pentheus, zobaczywszy ten płonący święty grób,

Mniemał, że mu dom się pali, że zniweczon jego próg,