Dom jego ojca dziś zimny

I głuchy: Nie zabrzmią w nim lutnie,

Co głos swój tak słały rozrzutnie

Za progi pałacu i wrótnie!

Leżysko córki Latony,

Łan trawy przemiękkiej, zielonej,

Nie będzie już nigdy wieńczony!

Twe życie tułacze

Niejedno dziewczę opłacze.

*