Staliśmy nad wybrzeżem spienionego morza,

Zgrzebłami czyszcząc konie, wszyscy zdjęci smutkiem,

Albowiem wieść nam przyniósł posłaniec, iż skutkiem

Rozkazów twych już nigdy na ojcowskiej ziemi

Nie spocznie Hippolytos stopami swojemi.

Za chwilę i on nadszedł, a za nim gromada

Przyjaciół i rówieśnych, aby krzyczeć „biada!”

Wraz z nami. Ale w końcu przerwie narzekanie

I powie: „Na co płakać? Łez mi już nie stanie.

A ojca słuchać trzeba. Przygotować konie,