Tak samo gdzieś się oczom zdumionym podziały.

A potem ten kłąb wody, rosnąc coraz szerzej

I wyżej, runął z hukiem na zbocze wybrzeży,

Ku czwórce mego pana. W tejże samej chwili

Wśród bryzgów, wirów, syków bałwan się wysili

I, z mocą się trzykrotną spiętrzywszy do góry,

Na brzeg wyrzuci byka. Straszny dziw natury!

Zaryczał i w krąg ziemia zatrzęsła się z trwogi:

Snać rykiem odpowiada na ten ryk przesrogi!

O, nie dla ludzkich oczu bywa widok taki!