Szlachetniejszego rodu, na tym wciąż utyka:

Niewolnik obyczajów, lęka się języka

Ludzkiego i w ten sposób ulega gminowi,

W nieszczęście, ach! popadłem! Byłoby najzdrowiej,

Ażebym się wypłakał, a wstyd mi zabrania!

Lecz mniejsza z tym!... Cóż powiem w chwili powitania

Małżonce? Jak ją przyjmę? Jak jej spojrzę w oczy?

Tym większe jeszcze dzisiaj nieszczęście mnie tłoczy,

Że jest tu, niewezwana! Lecz słusznie zrobiła,

Zjechawszy na ślub córki. Wydać skarb ten, siła