I śmieje się do — martwej postaci. A potem
Białymi mknie stopami w tym ubraniu złotym
Po sali i, radując się darom, radośnie
Przygląda się swym wdziękom i w swych oczach rośnie,
Na palcach się wspinając. A potem — o dzieje!
Straszliwe! — z zbladłą twarzą nagle się zachwieje
I ledwie dojść do krzesła wydoła, ta biedna,
Ażeby wprost nie upaść na ziemię. A jedna
Z służebnic, siwowłosa staruszka, myśląca,
Że Pana to jest dzieło lub zawiść gorąca