A teraz — dobry piechur, wyciągnąwszy nogi,

Przebyłby ze sześć pletrów wyznaczonej drogi —

Nieszczęsna, która dotąd, jak gdyby nieżywa.

Leżała, wraz się z krzesła w dzikim szale zrywa:

Podwójna się już zguba przylepiła do niej,

Złocisty bowiem wieniec naokół jej skroni

W zabójczych stanął ogniach — rzecz dziwna, zaiste!

I suknia, dar twych dzieci, jęła się w jej lśniste,

Bielutkie wgryzać członki. Zerwawszy się z krzesła,

Szarpana płomieniami, głowę swą podniesła