By go oszukać sercem; wybladły, bez wiary,

Naiwnością bezbronną kształtuję koszmary,

Buduję rusztowania fikcji niedorzecznej,

Lecz rozumnej: na szczycie trwam, błogi i sprzeczny.

Niech źrenice rozszerzę, odemknę powieki!

Biedne dziecię! Wydąłem mózg mój, jak pęcherze,

Oglądam go miłośnie, jak balon daleki:

Śliczną kulę na niebie! I przez chwilę wierzę,

Że to cały jest wszechświat, odmłodzony, nowy!

Zasklepiam się w nim (oto rojenia) i pęka