— Koniec...
Bambi nie zważał na niego i biegł dalej.
Splątane krzaki, w jakie się teraz dostał, zmusiły go do zwolnienia biegu i poszukania ścieżki. Niecierpliwie tupał nogami.
— Tędy dokoła — zawołał ktoś złamanym głosem.
Bambi mimo woli pobiegł w tę stronę i natychmiast trafił na miejsce, którędy mógł się przedostać.
Ale przed nim ktoś uniósł się z trudem. Była to żona przyjaciela zająca.
— Czy nie mógłby mi pan trochę dopomóc? — zapytała.
Bambi spojrzał na nią i zdrętwiał z przerażenia. Jej tylne nogi wlokły się bez życia po śniegu, który topniał, zabarwiony na czerwono ściekającą gorącą krwią.
Powiedziała jeszcze raz:
— Czy nie mógłby mi pan trochę dopomóc?