Mówiła tak, jakby była zdrowa, swobodna, niemal wesoła.

— Nie wiem, co mi się mogło stać — ciągnęła. — Nie jest to z pewnością nic poważnego... tylko właśnie teraz... nie mogę teraz chodzić...

Ale podczas tych słów padła nagle na bok i nie żyła już.

Bambi, na nowo ogarnięty przerażeniem, pomknął przed siebie.

— Bambi!

Zatrzymał się nagłym ruchem. Był to ktoś z jego rodu.

Jeszcze raz zabrzmiało:

— Bambi... to ty?

Był to Gobo, który tkwił bezradnie w śniegu. Był zupełnie bez sił, nie mógł się już nawet utrzymać na nogach, leżał jak zakopany i słabym ruchem podnosił tylko głowę.

Bambi szybko podszedł do niego.