— Gdzie twoja matka, Gobo — zapytał, dysząc ciężko — i gdzie Falina?
Bambi mówił szybko, z podnieceniem i niecierpliwie. Trwoga z niezmniejszoną siłą pukała jeszcze w jego sercu.
— Matka i Falina musiały przecież uciekać — odpowiedział Gobo z rezygnacją.
Mówił cicho, ale tak poważnie i mądrze jak dorosły.
— Musiały mnie tutaj pozostawić. Upadłem... Ale i ty musisz uciekać, Bambi.
— Wstań! — zawołał Bambi. — Wstań, Gobo! Dosyć już odpocząłeś! Nie ma na to więcej czasu! Wstań! Chodź ze mną!
— Nie, daj mi spokój — odpowiedział Gobo cicho. — Nie mogę wstać. To niemożliwe. Chciałbym przecież chętnie, Bambi, możesz to sobie chyba wyobrazić, ale jestem za słaby.
— Więc co się ma z tobą stać? — nalegał Bambi.
— Nie wiem. Prawdopodobnie umrę — odpowiedział Gobo z prostotą.
Krzyki rozległy się znowu i brzmiały zupełnie blisko. Zahuczały też nowe grzmoty.