Zaprowadziła ich na miejsce, gdzie było jeszcze trochę liści, wiszących nisko i niezupełnie uschłych. Pani Netla orientowała się znakomicie. Ona sama nie tykała niczego, popędzała tylko Bambiego i Falinę, aby jedli dużo. W porosłych trawą miejscach odgarniała śnieg i rozkazywała:

— Tutaj... tu jest dobrze...

Albo mówiła:

— Nie, czekajcie... zaraz znajdziemy coś lepszego.

Od czasu do czasu zaś łajała ich:

— Okropność! Jakie też kłopoty miewa się z dziećmi!

Nagle ujrzeli nadchodzącą ciotkę Enę i rzucili się jej naprzeciw.

— Ciotko Eno! — zawołał Bambi.

Dostrzegł ją pierwszy. Falina była zupełnie nieprzytomna z radości i skakała dokoła matki.

— Mamo!