— Niech pan wybaczy... Kiedy się tak panu przyglądam, muszę się zawsze śmiać.

— A cóż tu jest śmiesznego? — zapytał Bambi uprzejmie.

— No — powiedział dzięcioł — zabiera się pan do rzeczy zupełnie fałszywie. Po pierwsze powinien pan brać się tylko do twardych drzew, bo przy takiej cienkiej leszczynie nic przecież z tego nie wyjdzie.

— A cóż z tego ma wyjść? — zapytał Bambi.

— Chrabąszcze... — roześmiał się dzięcioł — chrabąszcze i poczwarki... Widzi pan, tak się to robi!

I zabębnił po swoim dębie:

— Tok, tok, tok, tok!

Wiewiórka pobiegła szybko do niego w górę i złajała go:

— Co też pan wygaduje! Książę nie szuka chrabąszczy ani poczwarek...

— Dlaczego? — zapytał dzięcioł zadowolony. — Mają przecież znakomity smak...