Zgryzł chrabąszcza, połknął go i począł kuć dalej.
— Pan tego nie rozumie — łajała go wiewiórka dalej. — Taki wytworny pan ma na oku zupełnie inne, znacznie wyższe cele... Kompromituje się pan tylko...
— Na tym mi wcale nie zależy — odpowiedział dzięcioł. — Gwiżdżę sobie na wyższe cele — zawołał wesoło i odfrunął szybko.
Wiewiórka zbiegła znowu na dół.
— Czy pan mnie nie poznaje? — zapytała z zadowoloną minką.
— Zdaje się, że tak — odpowiedział Bambi uprzejmie. — Mieszka pani tam w górze...
Wskazał na dąb.
Wiewiórka spojrzała na niego wesoło.
— Pomylił mnie pan z moją babcią — powiedziała — wiedziałam od razu, że mnie pan pomylił z moją babcią. Moja babcia mieszkała tam w górze, kiedy pan był jeszcze dzieckiem, książę Bambi. Często mi o panu opowiadała. Tak... ale potem została zabita przez kunę... bardzo dawno... zimą... nie przypomina pan sobie?
— Owszem. — Bambi skinął głową. — Słyszałem o tym.