— Tak... a po niej osiedlił się tutaj mój ojciec — opowiadała dalej wiewiórka.

Wyprostowała się na tylnych nóżkach, rozszerzyła oczy ze zdziwienia i uprzejmie przycisnęła obie łapki do białej piersi.

— Ale... może pomylił mnie pan z moim ojcem... Czy znał pan mego ojca?

— Przykro mi — odpowiedział Bambi — ale nigdy nie miałem tej przyjemności.

— Od razu sobie tak pomyślałam! — zawołała wiewiórka zadowolona. — Mój ojciec był mrukliwy i bardzo nieśmiały. Z nikim w lesie nie obcował.

— A gdzie on teraz jest? — zapytał Bambi.

— Ach — odpowiedziała wiewiórka — przed miesiącem złapała go sowa. Tak. A teraz ja właśnie mieszkam tam w górze. Jestem z tego bardzo zadowolona, bo musi pan wziąć pod uwagę, że przecież urodziłam się właśnie tutaj w górze.

Bambi odwrócił się, chcąc odejść.

— Niech pan zaczeka — zawołała wiewiórka szybko. — Przecież wcale nie chciałam o tym wszystkim mówić. Chciałam powiedzieć coś zupełnie innego.

Bambi zatrzymał się.