Gdy przypadkowo dostrzegał choćby z daleka Falinę lub którąś z jej przyjaciółek, ogarniała go natychmiast fala niepojętego podniecenia. Często zdarzało się tylko, że rozpoznawał ich ślad, albo że badawczo wciągnięty dech przynosił mu zapach ich pobliża. Zawsze w takich razach coś go do nich nieprzeparcie ciągnęło. Ale jeżeli ustępował pragnieniu, które ciągnęło go w tę stronę, działo się to zawsze na jego nieszczęście. Albo bowiem nie spotykał nikogo i musiał wreszcie wyczerpany, po długim błąkaniu się, dojść do przekonania, że go unikają, albo też stykał się po drodze z jakimś innym koronowanym, który natychmiast rzucał się na niego, bił go i popychał, a wreszcie odpędzał haniebnie.
Najbrzydziej zachowali się w stosunku do niego Ronno i Karus.
Nie, nie był to piękny okres!
A teraz głupia wiewiórka przypomniała mu o tym. Ogarnęła go nagle jakaś nieposkromiona dzikość, począł pędzić przed siebie. Sikory i pokrzywnice13 z przerażeniem zrywały się z krzaków, obok których przebiegał, i pytały się nawzajem szybko:
— Któż to jest?... Któż to był?...
Bambi nie słyszał tego.
Kilka srok zaskrzeczało nerwowo:
— Czy coś się stało?
Kraska zawołała gniewnie:
— Co tam znowu?!