Delikatnie zabrzmiało znowu niby ćwierkanie ptaków:

— Pójdź...

— Teraz znowu! — zawołał Bambi z podnieceniem. — Niechże pan słucha!

— Słyszę — skinął starzec głową.

— Więc do widzenia... — zawołał Bambi szybko.

Ale starzec krzyknął na niego groźnie:

— Zostań!

— Czego pan ode mnie chce? — zawołał Bambi, nie panując już nad sobą. — Niech mnie pan puści! Nie mam czasu! Proszę pana... jeżeli Falina wzywa mnie... musi pan to przecież zrozumieć...

— Powiadam ci — rzekł starzec — że to nie ona.

Bambi wpadł w rozpacz.