— Ależ... poznaję przecież jej głos...

— Posłuchaj mnie — ciągnął starzec.

Znowu rozległo się wołanie.

Bambiemu ziemia paliła się pod stopami.

— Później! Wrócę zaraz! — zawołał błagalnie.

— Nie — rzekł starzec ze smutkiem — nie wrócisz już. Już nigdy.

Wołanie rozległo się jeszcze raz.

— Muszę! Muszę!...

Bambi był bliski utraty przytomności.

— Dobrze — rzekł wreszcie starzec — w takim razie chodźmy razem.