„Uratował mi życie — pomyślał Bambi — co mu teraz powiem?”
Ale starca nie było już widać.
Bambi wyszedł z krzaków, ujrzał przed sobą gąszcz kwitnących żółto nawłoci14, podniósł głowę i rozejrzał się dokoła. Jak daleko sięgał wzrokiem, nigdzie nie drgała trawka.
Był sam.
Popęd ucieczki, uwolniony teraz od przymusu, natychmiast porwał go ze sobą.
Pod wysokimi jego skokami nawłocie rozsuwały się z gniewnym sykiem jak pod ostrzem sierpa.
Po długim błąkaniu się Bambi spotkał Falinę. Był bez tchu, był zupełnie wyczerpany, był szczęśliwy, był głęboko wzruszony.
— Proszę cię, ukochana — powiedział — proszę cię... nie wołaj mnie, gdy nie jesteśmy razem... Nie wołaj mnie już nigdy!... Będziemy się wzajemnie szukali, aż się znajdziemy... ale proszę cię, nie wzywaj mnie nigdy... gdyż nie mogę się oprzeć twemu głosowi...
Rozdział 16
W kilka dni później szli razem beztrosko przez gęstwinę dębów, rozciągającą się po drugiej stronie łąki. Chcieli przejść przez łąkę i w miejscu, gdzie stał wysoki dąb, dotrzeć do swojej ścieżki.