Z trzaskiem i szelestem rozchyliły się krzaki i wyszedł z nich ON.
Marena ujrzała GO zupełnie z bliska. Cofnęła się powoli, znikła za najbliższymi krzakami, pobiegła do Bambiego i Faliny.
Jeszcze raz odwróciła się za siebie i ujrzała, jak ON pochylił się nad leżącym i wyciągnął ku niemu rękę.
Potem usłyszeli skargliwy okrzyk śmiertelny Goba.
Rozdział 21
Bambi był sam.
Poszedł nad wodę, która cicho płynęła między sitowiem i nadbrzeżnymi wierzbami.
Często, coraz częściej przychodził teraz tutaj, odkąd przebywał sam. Mało tu było dróg i prawie nigdy nie spotykał tutaj nikogo ze swoich. Ale tego właśnie pragnął. Umysł jego bowiem spoważniał teraz, a dusza zamroczyła się. Nie wiedział, co się w nim dokonywało, nie zastanawiał się zresztą nad tym. Dumał tylko nieskładnie i miał wrażenie, jakby całe życie stało się posępniejsze.
Długo stał zwykle na brzegu. Rzeka, która przepływała tutaj łagodnym zakrętem, stanowiła rozległy widok. Chłodne tchnienie fal przynosiło ze sobą orzeźwiająco gorzkie, niezwykłe zapachy, których woń budziła beztroskę i ufność.
Bambi stał na brzegu i przyglądał się kaczkom, które igrały tutaj tłumnie. Nieustannie rozmawiały ze sobą, serdecznie, poważnie i mądrze. Było tu kilka matek, a każda otoczona chmarą dzieci, które nieustannie strofowała i niezmordowanie nauczała.