— We mnie nie ma nic ciekawego — powiedziała skromnie.
Stała przed nim szczupła, połyskująca od wody, w skromnej sukience, zgrabna, niespokojna, ruchliwa i zadowolona. I jednym skokiem znikła też natychmiast.
— Nie rozumiem, jak można usiedzieć tak długo na jednym miejscu — zawołała z wody.
I znowu z innego miejsca dodała:
— Bardzo to nudne i bardzo niebezpieczne pozostawać tak ciągle na jednym miejscu.
Potem znowu z innego miejsca zabrzmiały kilkakrotnie jej wesołe okrzyki.
— Trzeba się ruszać! — zawołała wesoło. — Kiedy się chce żyć bezpiecznie i jeść do syta, trzeba się ruszać!
Bambi drgnął na dźwięk lekkiego szelestu źdźbeł trawy. Rozejrzał się dokoła. Tam, nad samym stokiem, coś zamigotało czerwonawo i znikło w sitowiu. Zarazem z oddechem jego pomieszał się jakiś ostry, ciepły zapach. Skradał się tam lis.
Bambi chciał krzyknąć i ostrzegawczo tupnąć w ziemię, ale nagle zaszeleściło rozdzielane w skoku sitowie, woda plusnęła, a jedna z kaczek krzyknęła rozpaczliwie.
Bambi usłyszał trzepotanie jej skrzydeł, ujrzał jej białe ciało, migoczące poprzez zieleń, i zobaczył teraz, jak jej skrzydła z głośnym klaskaniem smagały policzki lisa.