— E... e... ch!

Płakał żałośnie.

Starzec przerwał na chwilę.

— Milczże! — zawołał z łagodną naganą. — Milczże!

Jego usta były tuż przy łopatce zająca, jedna laska korony znajdowała się między słuchami zająca, wyglądało to, jakby nadział zająca na koronę.

— Jakże możesz być taki głupi i płakać teraz — mruknął zupełnie bez surowości. — Czy chcesz zawołać lisa? Tak? No, więc! Zachowuj się spokojnie.

Pracował dalej, wolno, ostrożnie, z wysiłkiem. Nagle pętla ustąpiła z głośnym zgrzytem. Zając wymknął się z niej i był znowu wolny, chociaż w pierwszej chwili nie zdawał sobie z tego sprawy. Zrobił krok i usiadł oszołomiony.

Potem pobiegł dalej. Najpierw powoli, nieśmiało, potem coraz szybciej. Wreszcie pędził już dzikimi skokami.

Bambi spoglądał za nim.

— Bez podziękowania! — zawołał oburzony.