— I ja jestem sam — odpowiedział Bambi z wahaniem.

— Dlaczego nie pozostajesz już przy mnie? — zapytała Falina pokornie, a Bambi uczuł dziwny ból, że tak wesoła i zuchwała zazwyczaj Falina stała się teraz taka poważna i pokorna.

— Muszę być sam — odpowiedział.

Ale chociaż chciał to powiedzieć jak najłagodniej, brzmiało to jednak surowo. Sam to słyszał.

Falina znowu spojrzała na niego i zapytała bardzo cicho:

— Kochasz mnie jeszcze?

Bambi odpowiedział tak samo cicho:

— Nie wiem.

Wówczas po cichu odeszła od niego i pozostawiła go samego.

A teraz stał pod wielkim dębem na skraju łąki, ostrożnie i badawczo rozglądał się dokoła i pił wiatr poranny, czysty i wolny od jakiegokolwiek zapachu, woniejący tylko wilgocią i orzeźwiającym tchnieniem ziemi, rosą i trawą i mokrym drzewem.