Starzec starannie obwęszył to miejsce.
— Byli już tutaj... ON i JEGO pies... — powiedział. — Chodź teraz!
Powoli, ciągle węsząc ostrożnie, ruszył naprzód.
Bambi widział czerwone krople świecące na liściach krzaków i źdźbłach traw.
„Szliśmy już tędy” — myślał, ale nie mógł mówić.
— Tak! — powiedział starzec i nagle wydawał się niemal wesoły. — Teraz jesteśmy za nimi...
Przez pewien czas szedł jeszcze tym samym tropem. Potem niespodziewanie zrobił zakręt i rozpoczął nowy krąg.
Bambi szedł za nim, zataczając się.
Po raz drugi jeszcze, teraz jednak z przeciwnej strony, przybyli do dębu, po raz drugi jeszcze przybyli do owego miejsca, gdzie Bambi padł na ziemię, potem starzec obrał znowu inny kierunek.
— Zjedz trochę tego! — rozkazał zatrzymując się, odgarniając w bok trawę i wskazując Bambiemu kilka listków, krótkich i ciemnozielonych, tłustych i postrzępionych, wyrastających bezpośrednio z ziemi.