— Krew twoja jest zatamowana — powiedział starzec — nie płynie już z rany, nie kapie już z twoich żył, nie będzie cię już więcej zdradzała, nie będzie więcej... wskazywała JEMU i JEGO psu drogi do twego życia.

Starzec miał wygląd zmęczony i wyczerpany, ale w głosie jego brzmiała wesołość.

— Chodź teraz — ciągnął. — Teraz możesz wypocząć.

Dotarli do szerokiego rowu, którego Bambi nigdy jeszcze nie przekroczył.

Starzec zstąpił w dół, Bambi próbował iść za nim, ale wspięcie się na drugą stronę rowu wymagało wielkiego wysiłku. Ból począł go znowu dotkliwie smagać. Zachwiał się, skupił znowu siły, zachwiał się jeszcze raz, dysząc ciężko.

— Nie mogę ci pomóc — powiedział starzec — musisz się sam wspiąć!

I Bambi dotarł aż na górę. Na nowo uczuł na udzie gorącą strugę, po raz drugi poczuł, że jego siły zamierają.

— Znowu krwawisz — powiedział starzec — spodziewałem się tego. Ale teraz krwawisz mało... a zresztą...

Szeptem dodał:

— Teraz już to zresztą wcale nie szkodzi.