— Tak — odpowiedział Bambi z wahaniem — właśnie w chwili, kiedy pan zaczął krzyczeć. Gdyby nie to, byłbym się oczywiście przestraszył tak samo, jak zwykle.
— Naprawdę? — mruknął puszczyk.
Bambi nie mógł zaprzeczyć. Co mu to zresztą szkodziło? Niech się ten mały staruszek cieszy.
— Naprawdę — potwierdził i ciągnął: — ...rad jestem z tego... gdyż drżę zawsze na całym ciele, kiedy pana tak nagle usłyszę.
Puszczyk nastroszył pierze, stał się miękką kulką, otoczoną brunatną i jasnoszarą falą, i był szczęśliwy.
— To bardzo ładnie z pańskiej strony, że myślał pan o mnie... bardzo ładnie... — mruknął czule. — Dawno się nie widzieliśmy.
— Bardzo dawno — powiedział Bambi.
— Nie chadza pan już widocznie dawnymi drogami? — zapytał teraz puszczyk.
— Nie... — Bambi mówił bardzo wolno — dawnymi drogami już nie chadzam.
— I ja zapuszczam się teraz dalej w świat niż dawniej — powiedział puszczyk wyniośle.