— To nie trawa — wyjaśniła matka — to poczciwy konik polny!

— A dlaczego tak skacze? — zapytał Bambi.

— Bo my idziemy — odpowiedziała matka — ...boi się...

— O!

Bambi zwrócił się do konika polnego, który usiadł właśnie pośrodku kielicha stokrotki.

— O — powiedział uprzejmie — niech się pan wcale nie obawia, na pewno nic panu nie zrobimy.

— Nie obawiam się wcale — odpowiedział konik polny świszczącym głosem. — Przestraszyłem się tylko w pierwszej chwili, gdyż rozmawiałem właśnie z żoną.

— Niech nam pan wybaczy, proszę — powiedział Bambi skromnie. — Przeszkodziliśmy panu!

— Nic nie szkodzi — zasyczał konik polny. — Ponieważ to pan, więc nic nie szkodzi. Ale nigdy przecież nie można wiedzieć, kim jest ten, kto właśnie nadchodzi, więc trzeba się mieć na baczności.

— Bo trzeba panu wiedzieć, że jestem dzisiaj po raz pierwszy w życiu na łące — wyjaśnił Bambi. — Matka powiedziała mi...