— Jaki pan jest piękny — zawołał z zachwytem — jaki cudowny! Jak kwiat!
— Co? — Motyl strzepnął skrzydełkami. — Jak kwiat? No, w moich sferach panuje na ogół przekonanie, że jesteśmy piękniejsi od kwiatów.
Bambi zmieszał się.
— Oczywiście — wybełkotał — o wiele piękniejsi... niech pan wybaczy... chciałem tylko powiedzieć...
— Zupełnie mi jest obojętne, co pan chciał powiedzieć — odparł motyl wyniośle.
Przesadnie wygiął wąskie ciało i dumnie poruszył delikatnymi czułkami.
Bambi obserwował go z zachwytem.
— Jaki pan jest zgrabny — powiedział — jaki delikatny i zgrabny! I jakie cudowne są te białe skrzydła!
Motyl rozpostarł skrzydła szeroko, potem postawił je, złączając je zupełnie w górze, tak że podobne były do pionowych żagli.
— O — zawołał Bambi — rozumiem teraz, że jest pan piękniejszy od kwiatów. A przy tym umie pan fruwać, czego kwiaty nie umieją. Bo przecież są przyrośnięte, to dlatego.