Matka leżała teraz przytulona do ziemi i spała. Bambi także zdrzemnął się trochę. Ale nagle ocknął się zupełnie. Wstał i rozejrzał się dokoła.
Snuły się tutaj cienie, tak że było prawie zupełnie ciemno. Słychać było cichy szum lasu. Od czasu do czasu ćwierkały sikory, od czasu do czasu rozlegał się donośny śmiech dzięcioła albo ponure krakanie wrony. Poza tym wszędzie dokoła panowała cisza.
Tylko powietrze dyszało ciężko w upale południa, a można to było usłyszeć, kiedy się uważnie nadsłuchiwało. Parno tu było w gęstwinie, aż zemdleć było można.
Bambi spojrzał na leżącą matkę:
— Śpisz?
Nie, matka nie spała. Zbudziła się natychmiast, gdy tylko Bambi wstał.
— Co będziemy teraz robili? — zapytał Bambi.
— Nic — odpowiedziała matka. — Zostaniemy tu, gdzie jesteśmy. Połóż się grzecznie i śpij.
Ale Bambi nie miał ochoty spać.
— Chodź — poprosił — chodź na łąkę.