Bambi szybko rzucił okiem na matkę, ale ona nie troszczyła się o nic, zatopiwszy głowę w trawie. A tam po drugiej stronie odbywała się tymczasem dzika gonitwa w kółko, zupełnie tak samo jak i on przedtem biegał w kółko.

Bambi był tak stropiony, że wykonał skok w tył, jakby chciał uciekać. Wtedy matka zwróciła na niego uwagę i podniosła głowę.

— Co ci się stało? — zawołała.

Ale Bambi stracił mowę. Nie mógł znaleźć słów i bełkotał tylko:

— Tam... tam...

Matka spojrzała w tę stronę.

— Ach, tak — powiedziała — to moja kuzynka. Racja... i ona ma teraz dziecko... nie, dwoje.

Matka mówiła bardzo wesoło, teraz jednak spoważniała:

— No, no... że też Ena ma dwoje dzieci... naprawdę dwoje...

Bambi stał i gapił się. Z drugiej strony łąki ujrzał teraz postać zupełnie podobną do jego matki. Przedtem wcale jej nie zauważył. Zobaczył, jak dwie istotki mknęły tam nadal w kółko, ale widać było tylko czerwone grzbiety, cienkie czerwone smugi.