— No, ujdzie — rzekła matka skromnie. — Trzeba być zadowoloną. Ale że ty masz dwoje dzieci, Eno...

— Tak, tak, zdarza się raz tak, raz owak — wyjaśniła Ena. — Wiesz przecież, moja droga, że i dawniej już miewałam dzieci.

Matka powiedziała:

— Bambi jest moim pierwszym...

— Widzisz — pocieszyła ją Ena — może następnym razem i u ciebie będzie inaczej...

Dzieci ciągle jeszcze stały bez ruchu i przyglądały się sobie nawzajem. Żadne nie mówiło ani słowa. Nagle Falina wykonała skok i uciekła. Sprawa stała się zbyt nudna.

Bambi natychmiast pobiegł za nią. Gobo nie dał na siebie czekać.

Biegli półkolami, zawracali z błyskawiczną szybkością, potykali się o siebie nawzajem, pędzili w tę i tamtą stronę. Była to cudowna zabawa. Gdy potem zatrzymali się nagle, trochę zdyszani, byli już ze sobą zupełnie zaprzyjaźnieni. Zaczęli więc gawędzić.

Bambi opowiedział, że rozmawiał z poczciwym konikiem polnym i z pięknym motylem.

— A rozmawiałeś też z biedronką? — zapytała Falina.