Daremnie.
Teraz ogarnia go rozpacz, nie może już tego wytrzymać i zaczyna iść.
Wędruje wzdłuż ścieżki, którą zna dobrze, przystaje i woła, idzie znowu dalej, wahającym się krokiem, lękliwie i bezradnie. Jest bardzo smutny.
Idzie coraz dalej i dochodzi do ścieżek, po których jeszcze nigdy nie chodził, przybywa do okolic, które są mu zupełnie obce. Nie orientuje się już wcale.
Nagle słyszy dwa głosiki dziecięce, które wołają tak samo, jak on:
— Mamo... Mamo!...
Bambi przystaje i nasłuchuje.
Naprawdę to Gobo i Falina. To niewątpliwie oni.
Szybko biegnie w kierunku tych głosów i niebawem dostrzega czerwone sukienki migoczące między liśćmi.
Gobo i Falina. Oto stoją tam posępnie obok siebie pod ligustrem i wołają: