Bambi wybaczył Gobowi i Falinie, że wygadali się przed swoją matką z jego tajemnicą. Był z tego nawet zadowolony, gdyż dzięki temu przecież dowiedział się tych wszystkich ważnych rzeczy. Cieszył się jednak, że Gobo i Falina nie wiedzieli wszystkiego dokładnie. Nie wiedzieli, że wielki książę powiedział: „Czy nie potrafisz być sam?”, że powiedział: „Wstydź się!”.
Bambi był teraz rad, że zataił te karcące słowa. Gobo i Falina opowiedzieliby o tym swojej matce tak samo jak o innych szczegółach, a wtedy wszyscy by o tym mówili.
Tej nocy, kiedy wzeszedł księżyc, matka Bambiego znowu powróciła.
Stanęła nagle pod wielkim dębem na skraju łąki i rozejrzała się za Bambim.
Bambi spostrzegł ją natychmiast i podbiegł do niej.
Tej nocy przeżył Bambi znowu coś nowego.
Matka była zmęczona i głodna. Nie chodzili tak daleko po lesie, jak zwykle. Matka najadła się na łące, gdzie i Bambi spożywał najczęściej posiłki. Wspólnie połasuchowali jeszcze trochę przy krzakach i w ten sposób przy miłym posiłku szli coraz głębiej w las.
Nagle przez krzaki przebiegł jakiś potężny szelest. Zanim Bambi zdążył się zorientować, co się dzieje, matka jego zaczęła krzyczeć głośno, jak czasami, gdy była bardzo przerażona albo gdy z oszołomienia straciła panowanie nad sobą.
— A-och! — zawołała, podskoczyła, przystanęła i zawołała znowu:
— A-och! Ba-och!