— Uspokój się już — powiedziała matka — odeszli przecież.

— O, mamo — szepnął Bambi — kim oni byli?

— Ach, właściwie nie jest to wcale takie niebezpieczne — powiedziała matka. — To byli nasi wielcy krewni... tak... są oni wielcy i bardzo wytworni... jeszcze bardziej wytworni niż my...

— I nie są niebezpieczni? — zapytał Bambi.

— Zazwyczaj nie — wyjaśniła matka. — Co prawda niejedno się już podobno zdarzyło. Mówią o tym to i owo, ale ja nie wiem, czy w tych wszystkich historiach jest coś prawdy. Mnie nigdy jeszcze nie zrobili nic złego, tak samo nikomu z moich znajomych.

— Dlaczego mieliby nam zrobić coś złego — zapytał Bambi — jeżeli są naszymi krewnymi?

Starał się zachować spokój, ale ciągle jeszcze drżał na całym ciele.

— Nie, z pewnością nie zrobią nam nic złego — odpowiedziała matka — ale nie wiem dlaczego, przerażam się jednak za każdym razem, kiedy ich widzę. Po prostu nie mogę tego zrozumieć. Za każdym razem dzieje się ze mną to samo.

Rozmowa ta stopniowo ułagodziła przerażenie Bambiego, ale stał się dziwnie zamyślony. Tuż nad nim w gałęziach olchy puszczyk wydawał donośne okrzyki. Ale Bambi był roztargniony i zapomniał udawać dzisiaj, że się tym przestraszył.

Mimo to puszczyk nadleciał zaraz bliżej i zapytał: