— Czy nie przestraszyłem pana może?
— Oczywiście — odpowiedział Bambi — zawsze mnie pan przestrasza.
Puszczyk roześmiał się cicho. Był zadowolony.
— Mam nadzieję, że nie weźmie mi pan tego za złe — powiedział — taka już jest moja natura.
Nadął się tak, że wyglądał jak kula, zanurzył dziób w miękkim jak puch pierzu i zrobił bardzo miłą i poważną minę. Był zadowolony.
Bambi wyspowiadał się przed nim:
— Wie pan — zaczął przemądrzale — przed chwilą właśnie przeżyłem wielki strach.
— Tak? — zapytał puszczyk niechętnie.
Bambi opowiedział mu o spotkaniu z olbrzymimi krewnymi.
— Niech mi pan da spokój z krewnymi — zawołał puszczyk. — I ja mam krewnych. Ale niech no się tylko gdziekolwiek pokażę za dnia, zaraz mnie napadają. Nie, krewni są w ogóle do niczego. Jeżeli są więksi od nas, są do niczego, a jeżeli są mniejsi od nas, tym bardziej są do niczego. Jeżeli są więksi od nas, nie lubimy ich, ponieważ są dumni, a jeżeli są mniejsi od nas, wtedy oni nas nie lubią, gdy wtedy my jesteśmy dumni. Nie, nie chcę nawet słyszeć o krewnych.