— Biegłam tu z wami przez całą drogę — zawołała. — Ach, jakie to okropne!
— Czyż pani przy tym była? — zapytała matka.
— Ależ naturalnie, że byłam przy tym — odpowiedziała wiewiórka. — Drżę przecież jeszcze na całym ciele.
Siedziała wyprostowana, wspierając się na swojej wspaniałej kicie, pokazywała wąską, białą pierś i przekonywającym ruchem przyciskała obie przednie łapki do ciała.
— Jestem zupełnie nieprzytomna ze zdenerwowania.
— I ja zupełnie opadłam z sił z przerażenia — powiedziała matka. — To rzecz niepojęta. Nikt z nas nic nie widział.
— Tak? — zawołała z zapałem wiewiórka. — W takim razie myli się pani bardzo. Ja GO już dawno widziałam.
— Ja także! — zawołał jakiś inny głos.
Była to sroka; nadleciała właśnie i usiadła na gałęzi.
— Ja także! — mruknął ktoś z jeszcze większej wysokości.