I odleciała.
Wrona mówiła dalej:
— Nawet z mojego rodu wielu już ON podszedł. Zabija, kogo chce. Nie ma dla nas ratunku.
— Mimo to trzeba się mieć na baczności — wtrąciła sroka.
— Oczywiście, oczywiście — zgodziła się wrona smutno. — Do widzenia.
Odleciała, a krewne jej ruszyły natychmiast za nią.
Bambi rozejrzał się dokoła. Matki już przy nim nie było.
„O czym one mówią?” — pomyślał Bambi. „Nie wszystko z tego, co mówią, mogę zrozumieć. Kto jest ten ON, o którym rozmawiają?... Przecież ten, kogo widziałem wtedy w krzakach, to był także ON... ale mnie ON nie zabił...”
Bambi pomyślał o księciu, którego widział leżącego przed sobą, z krwawiącą, poszarpaną łopatką. Teraz książę już nie żył.
Bambi poszedł dalej.