Ale inni zaoponowali.

Matka Bambiego powiedziała:

— Bywają jednak wśród NICH tacy, którzy wcale nie są niebezpieczni. Widać to po NICH od razu.

— Tak? — zapytała pani Netla. — A czy zatrzymujesz się, kiedy nadchodzą, i mówisz im może dzień dobry?

Matka Bambiego odpowiedziała łagodnie:

— Co prawda nie zatrzymuję się, tylko uciekam szybko.

A Falina palnęła nagle:

— Trzeba zawsze uciekać!

Wszyscy roześmiali się.

Ale kiedy mówili dalej o trzeciej ręce, spoważnieli znowu i z wolna weszła do ich grona groza. Czymkolwiek to bowiem było, trzecią ręką czy czymś innym, było to straszliwe, a oni tego nie rozumieli. Wiedzieli o tym tylko z opowiadań innych, niektórzy z nich widzieli to sami: ON stał daleko, nie poruszał się wcale; niepodobna było wyjaśnić, co robił ani jak się to działo, ale nagle rozlegał się grzmot, tryskał ogień i chociaż się było tak daleko od NIEGO, padało się z rozdartą piersią, aby umrzeć.