Mówiąc o tym skulili się wszyscy, jakby czuli tajemniczą potęgę, która niezbadanie panowała nad nimi.
Pożądliwie wysłuchiwali mnóstwa opowiadań, które stale pełne były grozy, pełne krwi i niedoli. Niezmordowanie wchłaniali w siebie wszystko, co o tym opowiadano, historie, które niewątpliwie były zmyślone, wszystkie bajki i legendy, pochodzące od dziadów i pradziadów. A we wszystkich tych opowieściach, nieświadomie i w lęku, starali się wybadać, w jaki sposób można by tę potęgę przejednać albo jak się przed nią uchronić.
— Jakże się to dzieje — powiedział młody Karus w zadumie — że ON jest tak daleko, a jednak potrafi z tej odległości powalać?
— Czy twoja mądra wrona nie wyjaśniła ci tego? — zadrwiła pani Netla.
— Nie — uśmiechnął się Karus. — Powiada, że widziała to często, ale wyjaśnić tego nikt nie potrafi.
— No, ON potrafi i wronę strącić z drzewa, kiedy chce — w tracił Ronno.
— I zabija bażanta w powietrzu — dodała ciotka Ena.
Matka Bambiego powiedziała:
— Rzuca swoją rękę. Babka moja opowiadała mi o tym.
— Tak — zapytała pani Netla — a cóż to w takim razie jest, co tak przeraźliwie huczy?