— Kiedy ON odrywa od siebie swoją rękę — wyjaśniła matka Bambiego — wtedy wybucha ogień i rozlega się huk jak grzmot. ON jest wewnątrz cały z ognia.

— Niech pani wybaczy — wtrącił Ronno. — To, że ON jest wewnętrznie cały z ognia, istotnie jest prawdziwe. Ale co do ręki — to omyłka. Ręka nie mogłaby zadawać takich ran. Musi to pani sama przyznać. Jest to raczej ząb i tym zębem ON rzuca w nas. Widzi pani, ząb — to wyjaśnia wiele. I umiera się właśnie od jego ukąszenia.

Młody Karus westchnął głęboko.

— Czy ON nigdy nie przestanie nas prześladować?

Wówczas Marena, dziewczyna, która była prawie zupełnie dorosła, powiedziała:

— Powiadają, że kiedyś ON zstąpi między nas i będzie zupełnie tak samo łagodny jak my. Będzie się z nami bawił, cały las będzie szczęśliwy i pojednamy się wszyscy.

Pani Netla zawołała ze śmiechem:

— Niech ON sobie zostanie, gdzie jest, i niech nas zostawi w spokoju!

Ciotka Ena powiedziała karcąco:

— Ależ... w ten sposób nie wolno mówić.