— O, owszem — powiedziała Marena, spoglądając przed siebie — nieustannie myślę o tym, jak pięknie było dawniej!

— Niechże pani zobaczy — powiedziała pani Netla do ciotki Eny. — Pani malec drży przecież!

Wskazała na Goba.

— Czy on tak zawsze drży?

— Niestety — odpowiedziała ciotka Ena zatroskana — już od wielu dni.

— No — powiedziała pani Netla ze zwykłą sobie szczerością — cieszę się, że nie mam już dzieci. Gdyby ten malec był moim dzieckiem, obawiałabym się, czy przetrzyma zimę.

Istotnie z Gobem musiało być niedobrze. Był bardzo słaby, zawsze był zresztą znacznie delikatniejszej natury niż Bambi albo Falina i pozostał też mniejszy niż oni dwoje. Ale teraz było z nim z dnia na dzień coraz gorzej. Nie mógł znieść jedzenia, jakim trzeba się było teraz zadowalać. Wywoływało ono u niego bóle brzucha. Chłód i boleści żołądka zupełnie pozbawiły go sił. Drżał nieustannie i ledwie trzymał się na nogach.

Wszyscy spojrzeli na niego współczująco.

Pani Netla zbliżyła się do niego i serdecznie szturchnęła go w bok.

— Tylko nie smucić się — powiedziała surowo — to nie wypada dla takiego małego księcia, a przy tym jest to niezdrowe.