— Nic nie czuję...
Powtarzał to jeden za drugim.
— A jednak! — upierał się Ronno. — Możecie mówić, co chcecie... a jednak coś się dzieje...
Marena powiedziała:
— Wrony krzyknęły...
— Krzyczą znowu! — dodała szybko Falina, ale teraz zauważyli to i inni.
— Tam lecą! — zwrócił Karus uwagę innym.
Wszyscy spojrzeli w górę.
Nad wierzchołkami drzew szybowały chmary wron. Nadlatywały od najdalszego krańca lasu, stamtąd, skąd zawsze zbliżało się niebezpieczeństwo, i z rozgoryczeniem rozmawiały ze sobą. Widocznie doznały jakiejś szczególnej przeszkody.
— No, czy nie miałem racji? — zapytał Ronno. — Widać przecież, że coś się dzieje!