Była bardzo rozgniewana.

Bambi spojrzał na nią i uczuł, że myślała o czymś strasznym.

W tej chwili zaskrzeczały już sroki z tej samej strony gęstwiny, z której nadleciały wrony, trzy, cztery naraz.

— Uwaga, uwaga, uwaga, uwaga! — wołały.

Nie było ich widać, ale słychać było, jak wołały jedna po drugiej, jedna przez drugą, i ostrzegały:

— Uwaga, uwaga, uwaga, uwaga!

Teraz zbliżyły się. Przelatywały spłoszone z drzewa na drzewo, oglądały się za siebie, leciały dalej, niespokojne i przerażone.

— Hach! — wrzasnęły kraski, krzycząc głośno na alarm.

Naraz wszystkie sarny wzdrygnęły się jednocześnie, jak uderzone nagłym ciosem. Stały teraz cicho, wciągając w nozdrza powietrze.

Był to ON.