— Wytrwamy! Wytrwamy!
I wytrwali, w ekstazie umierając.
Ale krew ich nie poszła na marne.
Pokłon tobie, ludu cierpiący a zwycięski.
Pokłon tobie, Ziemio Chełmska, matko męczenników, święta relikwio wierzących.
Bądź pozdrowiona!
V
Wyjazd do stron rodzinnych. Przyjęcie. Przywitanie z babką. Zmiany. Do nauki szewstwa. Śmierć brata i babki. Skuteczny sposób na kusicieli. Książka. Na dworskim łanie. W lesie na patykach.
Był zdaje się początek maja, kiedy pewnego pogodnego ranka wyruszyliśmy w drogę, serdecznie przez znajomych żegnani. W ciągu całej podróży sprzyjała nam piękna, ciepła pogoda. Okolice, przez które przejeżdżaliśmy, interesowały mnie swym położeniem i malowniczością. Opisu jednakowoż tychże okolic, czy to z geograficznej, czy też z historycznej strony, choćby w przybliżeniu podać tu nie mogę, nie znałem ich bowiem. A chociaż ojcu strony owe obcymi nie były i jadąc, objaśniał matce i braciom niektóre miejscowości, z którymi wiązały się jakieś, szczególnie historyczne zdarzenia, ja z opowiadań tych korzystać nie mogłem. Tylko kurhany a mogiły bojowników, poległych w ojczystych swobód obronie, brat mi wskazywał.
W jednej miejscowości zajęły moją uwagę większych rozmiarów mogiły, o wyglądzie potarganych grobli. I kiedy wszyscy na wozie siedzący zajęci byli rozmową, ja zapatrzony byłem w owe „groble”, dopóki z oczu mi nie znikły. Słusznie ziemię naszą nazwano „ziemią mogił”.