Niejeden z dzisiejszych wysubtelnionych elegantów opisaną wyżej pustotę gotów nazwać średniowiecznym zacofaniem, a nawet barbarzyństwem. Co do mnie, to wolałbym, by dawne owo oblewanie wróciło, a niechby natomiast przepadło to nieszczęsne, w powszechnej dziś modzie będące „oblewanie” w szynkowniach50.

Z dawnych zwyczajów dochowało się jeszcze wówczas obchodzenie „sobótek”, ale już zanikające. Obchodzenie sobótek polegało na paleniu ogni w noc św. Jana51, gdzie zgromadzeni parobcy, z dziewuchami tańcząc dokoła ognia, śpiewali stosowne pieśni, jak np.:

„Grzmią wozy, grzmią na Bukowinie,

Nasieję ja tatareczki na tej nowinie52;

O, biały Janie, a któż tam będzie przebywał?

Nadobny Jasieńko konie pętywał,

O, biały Janie” itp.

Z pięknego tego starodawnego zwyczaju dziś w stronach tych nie zostało ani śladu, pomimo że nawet księża (w szczególności ks. Julian Leszczyński53, długoletni i zasłużony proboszcz wielowiejski, człowiek wysokich zalet, wybitny konserwatysta) zabiegali za utrzymaniem go — i dzisiejsza ludność nie ma pojęcia, jak to się odbywało. Utrzymały się za to przesądy, wiara w gusła, czary, uroki itd. I chyba najbardziej ponurą stroną wsi owych czasów było bezgraniczne zaufanie ludności do owczarzów — znachorów i znachorek, do których we wszelkich przypadłościach i chorobach po radę i pomoc się udawano.

Wójtem w Sobowie był wówczas — jak już wspomniałem — Walenty Madej, u którego przez jakiś czas komornym54, wspólnie z gospodarzami w jednej izbie mieszkaliśmy. Chłop to był światły, piśmienny, co w owych czasach na wsi między starszymi ludźmi należało do wyjątków. Nie znosił on w swej gminie plotkarstwa, obmów, kłótni, pijatyki i bijatyki; doglądał nawet, by w każdym domu panował wzorowy porządek, ład i czystość, a zauważone w którejś chacie niechlujstwo wytykał śmiało gospodyni, ochędożne55 zaś i zapobiegliwe niewiasty za wzór innym stawiał. Toteż bywało, że skoro która gospodyni zauważyła zbliżającego się ku jej domostwu Madeja, wydawała zazwyczaj okrzyk: „O, loboga! Madej, Madej idą!... A zamiećże, Wikta, niezdaro, izbę, a wynieśże, Wojtek, koryto, a duchem56... o Matko Boska!”... i biegając od kąta do kąta, porządki na gwałt w izbie robiła.

Był Madej postrachem lampartów57 wszelkiego rodzaju, toteż ci nie lubili go, a już pijacy wprost drżeli przed nim. Bo też dla tych ostatnich był bezwzględnym i każdego napotkanego na wsi, nieprzyzwoicie się zachowującego, gorzałczanego zwolennika rozkazywał polowym gminnym chwytać i bez ceremonii do aresztu gminnego pakować na suchy chleb i wodę; kto zaś usiłował wyrwać się lub chciał bić polowych, temu zakładał na ręce kajdanki. Tę samą karę stosował także i do nieletnich przestępców w gminie, czy to za kradzież, czy też za robienie szkód w cudzych ogrodach i polach. Długość czasu odsiadywanej kary wynosiła zazwyczaj od 6 do 24 godzin, a czasem i trzy dni, zależnie od rodzaju popełnionego przestępstwa.