Birara spał.
Obudziło go stąpanie innego słonia.
Było to młode jeszcze i dość dzikie zwierzę, od niedawna tresowane.
Zaniepokoiła go obecność nieznajomego człowieka — małego, brązowego chłopaka, który spał smacznie w skrzyni w sianem.
Podszedł więc, węsząc podejrzliwie.
W tej samej chwili jednak obudził się też Birara.
Ujrzawszy wyciągniętą nad Amrą trąbę młodego słonia, chrapnął gniewnie, odtrącił ją i dał młodzikowi kuksańca w bok, aż huknęło.
Znowu zapadła cisza.
Niebo stawało się bledsze. Szarzyzna przedświtu sączyła się już zewsząd.
Przeleciały, pośpiesznie machając skrzydłami, szare czapelki.