Jakiś ptak odezwał się w gąszczu palm areka.

Z daleka dobiegło przeciągłe wycie szakala...

Na wschodniej połaci nieba poróżowiały obłoki.

Świt się zbliżał.

Słonie się pokładły. Leżały szare, nieruchome, niby wielkie, bezkształtne zwały gliny.

Ukryty w skrzyni Amra bełkotał coś przez sen.

Rozdział II. Ciężka praca

Obudziwszy się o świcie, Amra wpadł do domu, zjadł naprędce miseczkę ryżu polanego olejem i powrócił do zagrody słoni.

Zastał tam już innych poganiaczy wyprowadzających swoje słonie na robotę.

Ujrzawszy chłopaka, wybuchnęli głośnym śmiechem.