— Biali ludzie nie zgodzą się nigdy na takiego kornaka! — wołali.
Amra, nic im nie odpowiadając, kazał Birarze uklęknąć.
Długo się mozolił12, nakładając mu chomąto i przyczepiając doń łańcuchy z żelaznym orczykiem13 zakończonym dwoma hakami.
Birara ostrożnie wstał i ruszył do dżungli.
— Hej tam, chłopaku! — krzyknął dozorca poręby14, spostrzegłszy Amrę. — Chyba się nie mylę? Przecież to słoń starego Bauli, którego przygniotły belki w porcie?
Amra skinął głową i odparł:
— Przyprowadziłem Birarę do roboty. Bauli zmarł... Teraz ja będę kornakiem.
— Hm... ty: kornakiem? — mruknął Anglik. — Nie podołasz pracy, mój mały.
Chłopak, patrząc na dozorcę poważnie, odpowiedział:
— Jeżeli nie podołam, sahib15 odeśle mnie do domu, jeżeli jednak podołam, będę brać tyle, ile brał mój dziadzio, sędziwy Bauli...